2 sierpnia zmarł nagle mój Tata, Piotr Michalski (1953-2009).
To On nauczył mnie słuchać Boga, ludzi i muzyki.
Krótkie recenzje wybranych książek, filmów, płyt muzycznych, przedstawień i innych dóbr kultury.
sobota, 29 sierpnia 2009
piątek, 31 lipca 2009
Ultravox "Rage in Eden"
Gdy pod koniec lat 70 do brytyjskiej grupy nowofalowej Ultravox dołączył śpiewający gitarzysta Midge Ure, przestała ona być zespołem niszowym, a jej popularność nagle wzrosła pod wydaniu w 1980 roku znakomitego albumu „Vienna”. Od tego momentu liczy się historię zespołu jakby od początku. Dlatego kolejna, po świetnie się sprzedającej „Viennie”, płyta Ultravox z Ure’em, zatytułowana „Rage In Eden” była tworzona pod wielką presją. Po latach członkowie zespołu nieraz wspominali ciężką atmosferę towarzyszącą im podczas nagrań.
Na płycie usłyszymy ból w „We Stand Alone” i „The Voice”, grozę w piosence tytułowej z refrenem w nieznanym języku. Bardzo chłodne brzmienie syntezatorów Billy’ego Currie ("The Thin Wall") i często hipnotyczną grę sekcji rytmicznej.
To wszystko złożyło się na płytę, która dorównuje „Viennie”, bo choć nie ma świeżości tej pierwszej, to nadrabia niecodziennym klimatem oraz lepszym brzmieniem i instrumentów, i śpiewu,
Ten album okazał się bardzo wpływowy wśród polskich wykonawców nawiązujących wtedy do, zapoczątkowanego m.in. przez Ultravox, nurtu new romantic. Pomysły brzmieniowe, a nawet melodyczne z „Rage In Eden” można odnaleźć w nagraniach Kombi (szczególnie singiel „Linia życia” oraz albumy „Nowy rozdział” i „4”), Kapitana Nemo czy Exodusu (utwory „Wszystko płynie”, „Relacja z giełdy”).
„Rage In Eden” polecam wszystkim lubiącym klasycznego rocka z klasyczną elektroniką.
Ultravox, "Rage in Eden", Chrysalis 1981; reedycja EMI 2008.
Na płycie usłyszymy ból w „We Stand Alone” i „The Voice”, grozę w piosence tytułowej z refrenem w nieznanym języku. Bardzo chłodne brzmienie syntezatorów Billy’ego Currie ("The Thin Wall") i często hipnotyczną grę sekcji rytmicznej.
To wszystko złożyło się na płytę, która dorównuje „Viennie”, bo choć nie ma świeżości tej pierwszej, to nadrabia niecodziennym klimatem oraz lepszym brzmieniem i instrumentów, i śpiewu,
Ten album okazał się bardzo wpływowy wśród polskich wykonawców nawiązujących wtedy do, zapoczątkowanego m.in. przez Ultravox, nurtu new romantic. Pomysły brzmieniowe, a nawet melodyczne z „Rage In Eden” można odnaleźć w nagraniach Kombi (szczególnie singiel „Linia życia” oraz albumy „Nowy rozdział” i „4”), Kapitana Nemo czy Exodusu (utwory „Wszystko płynie”, „Relacja z giełdy”).
„Rage In Eden” polecam wszystkim lubiącym klasycznego rocka z klasyczną elektroniką.
Ultravox, "Rage in Eden", Chrysalis 1981; reedycja EMI 2008.
poniedziałek, 29 czerwca 2009
"Thorgal", tom 8 - "Alinoe"
Ostatnio na nowo odkrywam "Thorgala", moją ulubioną serię komiksową w dzieciństwie, która jest kontynuowana do dziś. Przygody Thorgala i jego rodziny są rysowane przez Polaka mieszkającego w Szwajcarii - Grzegorza Rosińskiego, do scenariusza Belga Jeana van Hamme'a.
Ta wielokrotnie nagradzana w Europie seria jest udaną mieszanką komiksu realitycznego, fantasy i science-fiction, choć czasem autorzy eksperymentowali z innymi gatunkami. Taką próbą jest właśnie jeden ze wczesnych albumów - "Alinoe", który przypomina horror i to w stylu filmu "Lśnienie" Stanleya Kubricka. Więc dramat dzieje się w odizolowanej od reszty rodzinie, w świetle dnia, w domowych pieleszach wśród pięknej przyrody.
Album "Alinoe" jest wielopłaszczyznowy. Zadaje pytanie o dobrodziejstwa, ale i zagrożenia samotności. Szuka przyczyn zła i... znajduje je w człowieku, który często jest nieświadomy samego siebie.
Jako dziecko bałem się "Alinoego". Dziś trochę też...
Grzegorz Rosiński, Jean van Hamme, "Thorgal", t. 8, "Alinoe", Bruxelles-Paris 1985.
Ta wielokrotnie nagradzana w Europie seria jest udaną mieszanką komiksu realitycznego, fantasy i science-fiction, choć czasem autorzy eksperymentowali z innymi gatunkami. Taką próbą jest właśnie jeden ze wczesnych albumów - "Alinoe", który przypomina horror i to w stylu filmu "Lśnienie" Stanleya Kubricka. Więc dramat dzieje się w odizolowanej od reszty rodzinie, w świetle dnia, w domowych pieleszach wśród pięknej przyrody.
Album "Alinoe" jest wielopłaszczyznowy. Zadaje pytanie o dobrodziejstwa, ale i zagrożenia samotności. Szuka przyczyn zła i... znajduje je w człowieku, który często jest nieświadomy samego siebie.
Jako dziecko bałem się "Alinoego". Dziś trochę też...
Grzegorz Rosiński, Jean van Hamme, "Thorgal", t. 8, "Alinoe", Bruxelles-Paris 1985.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Formularz kontaktowy |