piątek, 31 lipca 2009

Ultravox "Rage in Eden"

Gdy pod koniec lat 70 do brytyjskiej grupy nowofalowej Ultravox dołączył śpiewający gitarzysta Midge Ure, przestała ona być zespołem niszowym, a jej popularność nagle wzrosła pod wydaniu w 1980 roku znakomitego albumu „Vienna”. Od tego momentu liczy się historię zespołu jakby od początku. Dlatego kolejna, po świetnie się sprzedającej „Viennie”, płyta Ultravox z Ure’em, zatytułowana „Rage In Eden” była tworzona pod wielką presją. Po latach członkowie zespołu nieraz wspominali ciężką atmosferę towarzyszącą im podczas nagrań.
Na płycie usłyszymy ból w „We Stand Alone” i „The Voice”, grozę w piosence tytułowej z refrenem w nieznanym języku. Bardzo chłodne brzmienie syntezatorów Billy’ego Currie ("The Thin Wall") i często hipnotyczną grę sekcji rytmicznej.
To wszystko złożyło się na płytę, która dorównuje „Viennie”, bo choć nie ma świeżości tej pierwszej, to nadrabia niecodziennym klimatem oraz lepszym brzmieniem i instrumentów, i śpiewu,
Ten album okazał się bardzo wpływowy wśród polskich wykonawców nawiązujących wtedy do, zapoczątkowanego m.in. przez Ultravox, nurtu new romantic. Pomysły brzmieniowe, a nawet melodyczne z „Rage In Eden” można odnaleźć w nagraniach Kombi (szczególnie singiel „Linia życia” oraz albumy „Nowy rozdział” i „4”), Kapitana Nemo czy Exodusu (utwory „Wszystko płynie”, „Relacja z giełdy”).
„Rage In Eden” polecam wszystkim lubiącym klasycznego rocka z klasyczną elektroniką.

Ultravox, "Rage in Eden", Chrysalis 1981; reedycja EMI 2008.

poniedziałek, 29 czerwca 2009

"Thorgal", tom 8 - "Alinoe"

Ostatnio na nowo odkrywam "Thorgala", moją ulubioną serię komiksową w dzieciństwie, która jest kontynuowana do dziś. Przygody Thorgala i jego rodziny są rysowane przez Polaka mieszkającego w Szwajcarii - Grzegorza Rosińskiego, do scenariusza Belga Jeana van Hamme'a.
Ta wielokrotnie nagradzana w Europie seria jest udaną mieszanką komiksu realitycznego, fantasy i science-fiction, choć czasem autorzy eksperymentowali z innymi gatunkami. Taką próbą jest właśnie jeden ze wczesnych albumów - "Alinoe", który przypomina horror i to w stylu filmu "Lśnienie" Stanleya Kubricka. Więc dramat dzieje się w odizolowanej od reszty rodzinie, w świetle dnia, w domowych pieleszach wśród pięknej przyrody.

Album "Alinoe" jest wielopłaszczyznowy. Zadaje pytanie o dobrodziejstwa, ale i zagrożenia samotności. Szuka przyczyn zła i... znajduje je w człowieku, który często jest nieświadomy samego siebie.

Jako dziecko bałem się "Alinoego". Dziś trochę też...

Grzegorz Rosiński, Jean van Hamme, "Thorgal", t. 8, "Alinoe", Bruxelles-Paris 1985.

sobota, 11 kwietnia 2009

Alleluja!



Wszystkim Drogim czytelnikom oraz przypadkowo odwiedzającym ten mały zakątek Internetu życzę takiego Światła na drogach życia, jak to bijące z obrazu Matthiasa Grünewalda.

dr A. Nielski czyli Paterm