sobota, 27 lutego 2010

Lech Jęczmyk "Trzy końce historii, czyli Nowe Średniowiecze"

Niewiele jest książek, które przeczytałem dwa razy z rzędu. Jedną z nich jest zbiór tekstów z różnych lat autorstwa Lecha Jęczmyka. Ten tłumacz i znawca literatury fantastycznej w "Trzech końcach historii" prezentuje swoje analizy naszej ciekawej rzeczywistości. Ciekawy jest jego punkt widzenia, jako anarchizującego katolickiego prawicowca (umiarkowanego alterglobalisty), zaś styl pisania niezwykle skondensowany i wciągający. Nie sposób jednak czytać "Trzech końców" jednym tchem: ta książka zmusza do myślenia.

W tej kompilacji Jęczmyk omawia wiele aspektów teraźniejszości, które są traktowane w mediach po macoszemu. Zaś jego główną tezą jest to, że społeczeństwa cywilizacji euroatlantyckiej przeżywają fazę analogiczną do okresu upadku cesarstwa zachodniorzymskiego, a przed nimi okres zamętu, jak we wczesnym średniowieczu.

W wielu miejscach z autorem się nie zgadzam (nie dostrzega on na przykład siły internetu, który realnie zmienia nasz świat), ale przeważnie jego spostrzeżenia wydają się celne, a wcześniejsze prognozy się spełniają.

Mimo serwowania czytelnikowi wielu mrocznych wizji Lech Jęczmyk nie jest totalnym pesymistą, podkreśla bowiem, że dla niego ten nasz świat nie jest jedyny.

Lech Jęczmyk, "Trzy końce historii, czyli Nowe Średniowiecze", Poznań 2006. ISBN 978-83-7298-916-1

sobota, 16 stycznia 2010

Sally Shapiro "My Guilty Pleasure"

Szwedzki projekt Sally Shapiro poznałem ponad rok temu i ciągle uważam ich debiutancką płytę "Disco Romance" za niezwykle udaną. Album nawiązywał do elektronicznej muzyki tanecznej lat 80. XX wieku, nie będąc ani niczyim plagiatem ani parodią. Zarazem "Disco Romance" rodził we mnie pytania: co dalej? jaki będzie kolejny krok Johana Agebjörna z koleżanką?

Próbki nowego albumu pojawiały się w internecie i... nie przekonywały. Jednak zaryzykowałem i kupiłem "My Guilty Pleasure" za niewielkie pieniądze bezpośrednio u producenta projektu (!). Płyta okazała się bardziej dojrzała muzycznie - w pozytywnym tego słowa znaczeniu - od debiutu. Ciągle słychać tu brzmienia sprzed ponad 20 lat wzbogacone o styl Mylène Farmer czy Imagination. Jednocześnie Sally Shapiro (której śpiew jest coraz bardziej odważny) dąży do wypracowania własnego stylu.

Na płycie jest więcej udanych piosenek niż na albumie debiutanckim. Płytę otwiera ciekawy instrumentalny "Swimming Through the Blue Lagoon" płynnie przechodzący w "Looking at the Stars", jakby wyjęty z pierwszego krążka. Znakomity "Love in July" z gościnnym występem Cloetty Paris z konkurencyjnego projektu. Do tego utworu nakręcono też sympatyczny animowany teledysk. Ponadto wyróżniają się jeszcze "Moonlight Dance" w stylu electro-soul i hipnotyczny "My Fantasy". A na zakończenie Szwedzi serwują nam naprawdę cudowny "Miracle".

Jedyną wadą "My Guilty Pleasure" jest dosyć słabe brzmienie całości. Ja rozumiem - produkcja niezależna, "domowa" - ale słyszałem wiele undergroundu o lepszej jakości nagrania.

Ciekawostką wydania europejskiego albumu jest wplecenie do niego tych piosenek, o które bogatsza była edycja amerykańska debiutu. Ale nie wiedzieć czemu zamieszczono udane "He Keeps Me Alive" i "Jackie Jackie", a zabrakło bardzo dobrego "Skating in the Moonshine"!

Generalnie jestem zadowolony z drugiej płyty długogrającej Sally Shapiro i czekam na kolejną.

Sally Shapiro, "My Guilty Pleasure", Paper Bag 2009.

piątek, 25 grudnia 2009

Narodził się Jezus Chrystus!


Wszystkim Czytelnikom tego bloga - stałym, okazjonalnym i przypadkowym - życzę wesołych świąt Bożego Narodzenia i ciekawego Nowego Roku.

Paterm / dr A. Nielski



Autor obrazu: Giotto, początek XIV w.