Na pytanie bibliotekarza do jakiego gatunku literackiego zalicza się ta książka Oriana Fallaci odpowiedziała, że jest to kazanie.
Jest to mocne kazanie - wyraz bólu autorki po zamachu na World Trade Center w 2001 roku. Fallaci z niezłym talentem pisarskim ukazuje tę tragedię na tle kryzysu tożsamości europejskiej, który jej zdaniem ułatwia radykalnym muzułmanom niszczenie naszej cywilizacji. I tu pojawia się duża kontrowersja. Otóż dla autorki nie istnieje coś takiego, jak islam umiarkowany. Posługując się dosyć drastycznymi przykładami i wyliczając najbardziej prymitywne reżimy z kręgu kultury muzułmańskiej stara się udowodnić, że islam sam w sobie jest groźny.
Co ciekawe, ta objętościowo niewielka książka nie jest napisana z chrześcijańskiego punktu widzenia. Fallaci przedstawia się jako ateistka antyklerykalna, jednak w żadnej mierze nie identyfikuje się z nurtami lewicowymi. W wielu miejscach "Wściekłości..." wręcz zarzuca lewicowcom zakłamanie i działanie na szkodę cywilizacji euroatlantyckiej.
Nie zgadzam się z Fallaci w wielu punktach, ale "Wściekłość i duma" pobudza mnie do refleksji za każdym razem, gdy ją czytam. Zawsze - niemal jednym tchem.
Oriana Fallaci, "Wściekłość i duma", tłum. Krzysztof Hejwowski, Warszawa 2003. ISBN 83-86859-77-6
Krótkie recenzje wybranych książek, filmów, płyt muzycznych, przedstawień i innych dóbr kultury.
poniedziałek, 31 stycznia 2011
piątek, 24 grudnia 2010
Bracia, patrzcie jeno!
| Max Bentele (1825–93), Narodzenie, kościół św. Pelagiusza, Weitnau |
wiele Światła na każdy dzień
życzy
dr A. Nielski czyli Paterm
sobota, 11 grudnia 2010
Urszula "Malinowy król"
Płyta, której nie ma. To znaczy jest, ale jedynie w oryginalnym wydaniu winylowym z lat 80. Nie było i nie ma reedycji "Malinowego Króla" na płycie CD i... prawdopodobnie nigdy nie będzie. Z powodów technicznych. Ponoć sama taśma matka została nagrana słabo, co przyniosło opłakane skutki już dla pierwszego wydania płyty.
Tym, którzy kojarzą Budkę Suflera z ich miałką twórczością od połowy lat 90., trudno będzie uwierzyć, że jej główny kompozytor tworzył kiedyś nowoczesną muzykę elektroniczną. A co ciekawe, elektronikę, która brzmieniowo oczywiście się postarzała, ale... jest coś w niej.
O wartości "Malinowego..." decyduje znakomita forma samej Urszuli, wysoka jakość kompozycji i aranżacji, jak i dramaturgia albumu. Jako płyta winylowa miał dwie strony, więc piosenki budują dwa akty tego samego dramatu.
Specjaliści mówią, że najważniejsze są trzy pierwsze utwory. I tak stronę A otwiera nieco podniosły, ale atrakcyjny "Wielki odlot", dalej znakomita, pełna gęstych syntetycznych brzmień okraszonych gitarową solówką "Podwórkowa kalkomania", a po nich lżejszy utwór o poruszającym tekście - "Twoje zdrowie mała". Stronę zamykają nieco słabsze "Cztery litery".
Drugi akt rozpoczyna się długą elektroniczną przygrywką mocnego "Szału sezonowej mody", po którym piosenka tytułowa w stylu Mike'a Oldfielda okazuje się mniej wybitną na tle całej płyty. W podobnym do niego duchu kolejny lekki otwór pt. "Wołam znów przez sen" wydaje się sympatyczniejszy. A na zakończenie dostajemy przepiękny i smutny "Temat Bożeny".
Całość albumu wypełnia przygnębienie i melancholia typowa dla wielu piosenek lat 80., a w tekstach pojawia się propozycja wyjścia z beznadziei poprzez narkotyki i alkohol. Dramat polega na tym, że po krótkim efektownym odlocie nie przynoszą ukojenia, a tylko czasem trochę zapomnienia.
Urszula, "Malinowy Król'', Polton 1984.
Postscriptum.
A jednak! We wrześniu 2011 r. ukazały się na płytach CD rekonstrukcje pierwszych czterech albumów Urszuli. Właśnie, rekonstrukcje z płyt analogowych o różnej jakości nagrania, ale zawsze coś...
Tym, którzy kojarzą Budkę Suflera z ich miałką twórczością od połowy lat 90., trudno będzie uwierzyć, że jej główny kompozytor tworzył kiedyś nowoczesną muzykę elektroniczną. A co ciekawe, elektronikę, która brzmieniowo oczywiście się postarzała, ale... jest coś w niej.
O wartości "Malinowego..." decyduje znakomita forma samej Urszuli, wysoka jakość kompozycji i aranżacji, jak i dramaturgia albumu. Jako płyta winylowa miał dwie strony, więc piosenki budują dwa akty tego samego dramatu.
Specjaliści mówią, że najważniejsze są trzy pierwsze utwory. I tak stronę A otwiera nieco podniosły, ale atrakcyjny "Wielki odlot", dalej znakomita, pełna gęstych syntetycznych brzmień okraszonych gitarową solówką "Podwórkowa kalkomania", a po nich lżejszy utwór o poruszającym tekście - "Twoje zdrowie mała". Stronę zamykają nieco słabsze "Cztery litery".
Drugi akt rozpoczyna się długą elektroniczną przygrywką mocnego "Szału sezonowej mody", po którym piosenka tytułowa w stylu Mike'a Oldfielda okazuje się mniej wybitną na tle całej płyty. W podobnym do niego duchu kolejny lekki otwór pt. "Wołam znów przez sen" wydaje się sympatyczniejszy. A na zakończenie dostajemy przepiękny i smutny "Temat Bożeny".
Całość albumu wypełnia przygnębienie i melancholia typowa dla wielu piosenek lat 80., a w tekstach pojawia się propozycja wyjścia z beznadziei poprzez narkotyki i alkohol. Dramat polega na tym, że po krótkim efektownym odlocie nie przynoszą ukojenia, a tylko czasem trochę zapomnienia.
Urszula, "Malinowy Król'', Polton 1984.
Postscriptum.
A jednak! We wrześniu 2011 r. ukazały się na płytach CD rekonstrukcje pierwszych czterech albumów Urszuli. Właśnie, rekonstrukcje z płyt analogowych o różnej jakości nagrania, ale zawsze coś...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Formularz kontaktowy |